Wojciech Skruch celuje w województwo. Rozmowa o planach i decyzjach

11 marca 2014
Publikacja: Piotr Rutka

rozmowa_wskruchPiotr Rutka: Jaki był sens powstania i uczestnictwa Gminy Ciężkowice w spółce komunalnej Dorzecze Białej z perspektywy osoby, która kiedyś współdecydowała w tej sprawie. Jaka jest geneza całego pomysłu i jak ocenia go Pan z perspektywy czasu?

Wojciech Skruch: Temat ten nie jest nowy. Powraca co jakiś czas ze względu na to, że w Gminie dużo dzieje się w zakresie gospodarki wodno-ściekowej a także za sprawą samej spółki, która realizuje obecnie bardzo duży projekt wodno-ściekowy, finansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko. W projekcie tym uczestniczą cztery Gminy, w tym także Ciężkowice.

Sama geneza powstania spółki sięga już dobrych kilku lat wstecz. Pierwotnie jej zakres miał być znacznie szerszy, gdyż do udziału w niej wstępnie zaproszono szesnaście gmin. Miała to być spółka, która w pierwotnym zamiarze jej twórców, obejmowałaby wszystkie gminy leżące w zlewni rzeki Biała oraz kilka z terenami przez które przepływa Dunajec- od źródeł w Krynicy przez Muszynę, Łabową, w kierunku Tarnowa. Gminy miały różne pomysły na realizację zadań z zakresu gospodarki wodno-ściekowej i w różnym stopniu były zaangażowane i zainteresowane przystąpieniem do spółki. Optymalnym wydawał się pomysł stworzenia jednej spółki komunalnej, która w sposób kompleksowy zajęłaby się tematem gospodarki wodno-ściekowej na danym obszarze, jednak nie wszystkie gminy chciały do niej przystąpić. Niektóre realizowały już we własnym zakresie zadania w tym temacie, a inne ze względu na różnice geograficzne i administracyjne. Problemem wydawał się fakt, że spółka ma połączyć gminy z terenu dwóch województw i trzech różnych powiatów- pojawiła się bariera, która dla wielu była nie do przekroczenia. Jeśli chodzi o przystąpienie do niej Ciężkowic, była to kwestia koncepcji budowania „portfela” inwestycyjnego gminy i zarządzania finansami. Alternatywą do niej był marazm i stagnacja – przyszłość to wejście na szybką ścieżkę rozwoju. Wiadomo jest, że poziom opóźnień cywilizacyjnych, w tym gospodarczych i komunalnych w Polsce jest ogromny. To, co na zachodzie jest standardem- woda, kanalizacja, dostęp do mediów, w Polsce zaczęło intensywnie rozbudowywać się dopiero w ciągu ostatnich kilku czy kilkudziesięciu lat. Podejmowanie przedsięwzięć wodno-kanalizacyjnych wiązało i nadal wiąże się z ogromnymi kosztami, a dodatkowo jest bardzo wrażliwe społecznie, tzn. koszty zrzutu odpadów płynnych, jak również pobór wody w znaczący sposób wpływa na wydatki z domowych budżetów, dlatego istotnym jest wyważenie odpowiednich cen do potencjalnego kosztu. Nie bez powodu tą sferą życia publicznego zajmują się jednostki samorządu terytorialnego, wykonując te zadania nie dla osiągnięcia zysku a jedynie by bilansować ponoszone z tego tytułu koszty. W naszym przypadku, spółka jako operator systemu, przygotowując taryfy nie kalkuluje zysków, czyli nie przewiduje zysków na działalności związanej z dostarczaniem wody i odprowadzaniem ścieków.

Zawsze po podjęciu tak ważnych decyzji pada pytanie o ceny, taryfy czyli ile za to zapłacimy my- mieszkańcy. Stawki w Ciężkowicach są jednymi z najwyższych w okolicy. Czy zatem przystąpienie do spółki było właściwą decyzją? Czy nie lepszym byłoby zajęcie się kwestią gospodarki wodno-ściekowej we własnym zakresie?

Działający w Ciężkowicach system jest systemem działającym sprawnie. Mamy najniższe ceny w spółce- to pierwszy argument. Po drugie, żeby móc jednoznacznie stwierdzić czy cena jest wysoka czy niska, porównując na przykład do innych gmin, należy najpierw poznać sposób kalkulacji taryfy. Rozporządzenie i ustawa wyraźnie mówi co ma być elementem taryfy. Prawdą jest, że niektóre samorządy nie kalkulują w taryfie amortyzacji, co oznacza, że niemal połowa kosztu, który powinien zostać naliczony, w tej taryfie się nie znajduje. W związku z tym te ceny będą nominalnie o połowę niższe ale jednocześnie taka kalkulacja doprowadzi do sytuacji kiedy operator- samorząd, za kilka lub kilkanaście lat będzie musiał we własnym zakresie, ponownie zaciągać kredyty aby odbudować zniszczoną przez te lata infrastrukturę. Unia Europejska nie przeznaczy na taki cel pieniędzy po raz drugi a to z prostego względu- podstawową zasadą jest to, że zanieczyszczający płaci. Źle skalkulowane taryfy, które nie odpowiadają kosztom ponoszonym na realizację tego przedsięwzięcia powodują naruszenie tej zasady, a to powoduję, że ta pomoc jest tutaj kolokwialnie mówiąc-„przejedzona”. Nie da się uzyskać sprawności systemu jeżeli główny koszt, który tak naprawdę ma odkładać pieniądz w czasie i doprowadzić do sytuacji kiedy za kilka lat system będzie się sam finansował, nie uzyska tej rezerwy finansowej. Ponadto łatwo jest powiedzieć, że każda gmina może realizować zadania samodzielnie. Rzeczywiście tak jest, ale zapominamy, że każda gmina ma inną strukturę dochodów, inną strukturę wydatków i inną strukturę organizacyjną. Wiadomo, że struktura organizacyjna gminy, jakakolwiek by nie była, generuje koszty. Posiadając, jak Gmina Ciężkowice, taką sieć szkół, sieć dróg, tak zorganizowany system pomocy społecznej, nie da się obniżyć kosztów funkcjonowania gminy, nie dokonując zmiany w tym systemie. Wystarczy porównać kilka gmin i wprost zapytać: ile macie szkół i jakie generują one koszty, jaką stanowią pozycję w budżecie, czy te wydatki związane z oświatą, pokrywa subwencja oświatowa. Tam, gdzie system jest dobrze zbudowany, gdzie w gminie dziesięcio- dwunastotysięcznej jest sześć, a nie dwanaście szkół, z całą odpowiedzialnością można założyć, że ten system da się zbilansować.

Czyżby był Pan za likwidacją szkół?

Nie, nie jestem i nigdy nie byłem za likwidacją szkół, natomiast jestem za optymalizacją i takim zarządzaniem finansami, które pozwolą dywersyfikować zadłużenie i pozwolą się gminie rozwijać. Porównując Gminę Ciężkowice do innych samorządów należy porównać jeszcze jedną bardzo ważną rzecz- ile w ciągu tego okresu ostatnich trzech, czterech lat gminy zrealizowały inwestycji w innych obszarach. Czy realizowały przedsięwzięcia albo czy robiły to tak intensywnie jak Gmina Ciężkowice. Trzeba jednoznacznie powiedzieć, że w ciągu czterech lat i roku bieżącym, uwzględniając wydatki w spółce, zrealizowane zostaną na terenie gminy inwestycje za ponad 60 milionów złotych, a z pominięciem spółki, za blisko 30 milionów. Jeżeli weźmiemy pod uwagę fakt, że gmina może się zadłużać tylko w takim zakresie, w jakim dysponuje indywidualnie wyliczonym wskaźnikiem i jeżeli wynosi on w Gminie Ciężkowice ok. 6,8 %, co stanowi nominalnie ok 2 milionów złotych, to można śmiało porównać, jaka ilość złotówek musi być do tych 2 milionów dołożona z zewnątrz, żeby można było sprawnie realizować inwestycje w takim zakresie. Gminy nie mają innej alternatywy. Jeżeli pozostanie taki sposób finansowania gmin i taki sposób rozliczania i zarządzania tymi finansami, gminom pozostaje tylko dywersyfikować się poprzez tworzenie spółek komunalnych, dlatego, że na te spółki póki co, można jeszcze przenosić dług. Być może Minister dojdzie kiedyś do zdania, że taki zabieg jest zabiegiem pozornym i każe je konsolidować, ale byłoby to niebezpieczne, dlatego że musiałby sam konsolidować dług, który jest w krajowym funduszu drogowym, 50 miliardów złotych na ten rok, a także dług w ZUS-ie czy KRUS-ie, i innych instytucjach, które są porozrzucane po budżecie, a których dług, póki co, nie jest zaliczany do długu krajowego.

Poruszył Pan kolejny temat o który chciałem zapytać. Co Pan sądzi o zmianach ustawy o finansach publicznych w części dotyczącej wyliczania poziomu zadłużenia gmin? Co dla takich gmin jak Ciężkowice oznacza wprowadzenie nowego wskaźnika?

Zmiany, a konkretnie wprowadzenie tak radykalnych obostrzeń w tej kwestii, takiego sposobu liczenia, oznacza przede wszystkim zatrzymanie realizacje gminnych inwestycji. Ciężko jest stwierdzić czy można ten wskaźnik ocenić dobrze. Ja oceniłbym go pozytywnie, gdyby nie był to tylko jeden drobny element w całym systemie prawnym regulującym gospodarkę finansową gminy. Gdyby weszły również inne decyzje, inne ustawy, wprowadzające czy wymuszające na samorządzie optymalizację wydatków, nie na zasadzie wydania polecenia, że samorząd ma się sam ograniczać, tylko takie, które w sposób generalny porządkowałyby te same sprawy w każdej gminie w sposób identyczny. Jeżeli gminy mają wydawać określony procent budżetu na oświatę, to muszą taki sam procent wydawać wszystkie, jeżeli mają przeznaczyć określony procent wydatków na pomoc społeczną- to muszą go ponosić wszystkie gminy w takim samym stopniu, i podobnie z każdą inną grupą wydatków. Dopiero po takim zabiegu można by mówić, że dokonano uniwersalnej optymalizacji. Nowelizacja ustawy o finansach publicznych z 2009 roku spowodowała, że rękami samorządów próbuje się zamykać szkoły, rękami samorządów ogranicza się wydatki w obszarze pomocy społecznej, rękami samorządu próbuje się regulować inne sfery działalności, które tak naprawdę należą do zadań własnych tego samorządu. Z drugiej strony uchwala się ustawy, które narzucają samorządowi zadania, które musi realizować. Realizacja ich najczęściej wiąże się z brakiem finansowania, a realizacja bez finansowania oznacza, że samorządy muszą uszczuplać, i tak marne środki które posiadają, będąc ograniczonymi już wskaźnikiem Rostowskiego. Tak naprawdę zatrzymano się w pół kroku. To oczywiście są trudne decyzje i wymagałyby od Rządu podjęcia wielu niepopularnych decyzji, ale pozwalałyby przynajmniej przerzucić część odpowiedzialności z włodarzy gmin, wójtów, burmistrzów, rad gmin na Ministra właśnie. Dla przykładu wróćmy do gospodarki odpadami. Narzucono na samorządy nowy system gospodarowania odpadami, czym wywołano w wielu gminach burze. Niejednokrotnie gminy posiadały już własny system odbioru i usuwania odpadów komunalnych, pewne mechanizmy już działające zostały zmienione. Często zmiany te wiązały się ze znaczącą podwyżką cen, co wzbudziło ogólne niezadowolenie. Pojawia się teraz kolejny problem, czy obciążyć mieszkańców pełnymi kosztami usuwania odpadów czy nie…  

W ustawie o zaopatrzeniu w wodę i odprowadzaniu ścieków jest wprost zapisane, że możliwe są dopłaty- w ustawie o śmieciach takie stwierdzenie się nie pojawia…

W ustawie o śmieciach mówi się o dopłatach, których zakres ustala Rada Gminy. Działa to trochę inaczej niż w przypadku dopłat do wody i ścieków, gdzie ustalając dopłatę do grupy taryfowej, dostaje ją każdy, bez względu na status materialny. W przypadku dopłat do taryf, odnoszących się do odprowadzania odpadów komunalnych, Rada może regulować dopłaty do określonych grup społecznych, np. dla rodzin wielodzietnych, dla emerytów. Nie należy mylić dopłat z ustalaniem przez rady gmin niższych stawek opłat, niż takie, które obejmują koszty administracyjne powiększone o koszty, które w przetargu zaproponuje firma odbierająca odpady. Natomiast te mechanizmy o których wspomniałem, realnie mogą spowodować, że budżet gminy będzie dopłacał, co oznaczało będzie, że system nie będzie się równoważył.

Czyli możliwe jest stworzenie uchwały, dzięki której rodziny wielodzietne czy też ubożsi mieszkańcy zapłacą za śmieci mniej? A jeśli tak, dlaczego nie zastosowano tego mechanizmu w Ciężkowicach?

Oczywiście, że można przyjąć taką uchwałę, dzięki której pewne grupy społeczne zapłacą mniej. Dlaczego tego nie zrobiono? W pewnym sensie obecnie obowiązujący system opłat preferuje duże rodziny, gdyż stawki rosną wolniej dla dużych rodzin. Czy można było zrobić coś więcej – być może, niemniej jednak należy pamiętać, że ustawy o śmieciach oraz mechanizmów jakie ona wprowadza, wszyscy dopiero się uczymy i dokładnie ją poznajemy. Nie mamy dobrych wzorców na bazie których byłoby łatwiej poruszać się nam w jej obszarze, a samo zamieszanie jakie wywołała np. z opiniowaniem uchwał przez nadzór prawny, powoduje, że musimy być uważni i ostrożni w podejmowaniu decyzji.

Czy prawdą jest, że będzie Pan kandydował do sejmiku województwa w najbliższych wyborach samorządowych?

To, czy będę kandydował w wyborach samorządowych, w dużej mierze zależało będzie od tego czy taką propozycję otrzymam, ostatecznie potwierdzoną przez władze ugrupowania z ramienia którego mam zamiar kandydować. Jeśli będzie to atrakcyjna oferta z pewnością z niej skorzystam.

O co zatem Wojciech Skruch będzie walczył, jeśli dostanie się do sejmiku województwa małopolskiego?

Zdecydowanie o pieniądze. O pieniądze dla samorządów, zwłaszcza gminnych. Na tyle, na ile będzie to jeszcze możliwe, a mam nadzieję, że będzie, chciałbym zmienić tą złą praktykę, która obecnie ma miejsce, gdzie samorządy gminne nie mogą korzystać ze środków na drogi z funduszy Unii Europejskiej. Jest to chyba jedyny z samorządów wojewódzkich w Polsce, który zarządzał regionalnymi programami operacyjnymi i w perspektywie środków przeznaczonych na lata 2007-2013 nie przeznaczył nawet złotówki na drogi gminne. Samorządy powiatowe na sieć dróg powiatowych otrzymały także dofinansowania ale nie współmierne do wojewódzkich, patrząc pod kątem długości sieci dróg powiatowych, która jest znacznie dłuższa niż wojewódzka. Mimo, że drogi wojewódzkie realnie mają większe znaczenie komunikacyjne, są to drogi o lepszych parametrach technicznych, to taka różnica jest nieuprawniona. Patrząc także na fakt, że drogi gminne są dalece niedofinansowane, a często gminy, podobnie jak Ciężkowice, nie zawsze mogą starać się o tzw. „schetynówki”, czyli dofinansowania z rządowego programu budowy dróg lokalnych, byłbym za zmianą tego systemu. Jest jeszcze jedna bardzo ważna kwestia w kontekście dzielenia środków unijnych. Realizacja zasad unijnych, zrównoważonego rozwoju, wymaga aby pieniądz pochodzący z UE, w sposób równomierny zasilał, wspomagał cały obszar działania Regionalnego Programu Operacyjnego, czyli całe województwo. Chodzi mi o to, żeby również te małe gminy, dysponujące niewielkimi środkami finansowymi, miały porównywalne szanse, z większymi i bogatszymi aglomeracjami, na uzyskanie tych środków finansowych. Ważne by zmienić proporcje podziału środków tak, by nie było tak, że np. aglomeracja krakowska, może starać się o środki w ramach wszystkich działań przyjętych w Regionalnym Programie Operacyjnym, a gmina taka jak Ciężkowice, tylko w niektórych.

Zastanawia mnie czy kwestia udziału w wyborach do samorządu województwa nie ma być jedynie przepustką do tzw. „wielkiej polityki”?    

Na chwile obecną jestem skoncentrowany na samorządzie. To jest to, co w perspektywie kilku najbliższych lat chciałbym robić i gdzie widzę dla siebie wiele zadań do zrealizowania. Praca w samorządzie jest pracą organiczną, robi się coś bezpośrednio dla ludzi, a oni to widzą, dostrzegają a może nawet i doceniają. W miarę wchodzenia na wyższe szczeble samorządu poziom ogólności się zwiększa, a kontakt ze społeczeństwem rozmywa.

Jest Pan specjalistą w swojej dziedzinie, jednak w Pana wypowiedziach da się odczytać spore ambicje polityczne, a ja zapytam wręcz kolokwialnie: po co to Panu?

Sam fakt pełnienia funkcji publicznych, o których mówi się, że są funkcjami politycznymi- zasiadanie w określonych organach władzy publicznej, władzy wykonawczej tudzież władzy uchwałodawczej, nie jest dla mnie celem. Celem są zadania do realizacji. Oczywiście, aby móc je wykonywać trzeba zajmować określone stanowisko i nie da się oddzielić tych dwóch rzeczy od siebie.

Z wiceprzewodniczącym Rady Powiatu Tarnowskiego i skarbnikiem Gminy Ciężkowice Wojciechem Skruchem rozmawiał Piotr Rutka

POLUB NAS NA FACEBOOKU!
SUBSKRYBUJ NASZ KANAŁ!
REKLAMA

KOMENTARZE, OPINIE*

(*) dodając wpis za pomocą poniższego formularza akceptujesz regulamin komentowania

REKLAMA

HITPOL
AUTO-SOPALA
Mechanika Pojazdowa u Jacka
Origum

ARTYKUŁY WYBRANE DLA CIEBIE

REKLAMA
Serwis zarejestrowany przez Sąd Okręgowy w Tarnowie - Nr Rej 208
Wszelkie prawa zastrzeżone © Pogórze24.pl