Advertisement

Z przymrużeniem oka: Ciężki tydzień za nami. Nie tylko dla słoni…

Poniedziałek. Czekaliście na info z regionu, a na tapecie pojawia się Wam jakiś Czapliński. Koniecznie musimy się poznać, bo przez najbliższy czas będziemy widywać się co poniedziałek. A większość z nas nienawidzi poniedziałku. Ale… No właśnie! Od teraz będzie inaczej! Ekipa Pogórze24.pl zasugerowała mi, abym razem z Wami wchodził w rytm długiego i szarego, (ach my pesymiści!) jak papier toaletowy tygodnia. Będziemy rozmawiać o tym, co spotkało nas przez ostatnie siedem dni i co może spotkać nas przez kolejne. Zawsze z przymrużeniem oka (a wierzę, że po mocno zakrapianych weekendach mrużyć oczu nie będzie tak ciężko). Kiedyś ćwicząc na WF-ie na siłowni zapytałem nauczyciela, z jakiego przyrządu mam korzystać, aby dziewczyny na mnie leciały? Odpowiedział, że z… bankomatu. Ludzie z Pogórze24.pl obiecali, że w zamian za kilka tekstów, szybko mi go napełnią. Początkowo nawet się ucieszyłem, ale teraz najwięcej czasu spędzam na poszukiwaniu takiego, który wypłaca bilon. Okazało się, że jedyne co przelewa się na Pogórzu, to rzeka Biała Tarnowska podczas solidniejszych opadów. Zapnijcie pasy i zaczynamy! Podsumowanie poprzedniego tygodnia czas zacząć!


Ciężki tydzień za nami. Powód? Święta. Zawsze od stołu człowiek wstaje z dodatkowymi kilogramami. Dobrze, gdy pójdzie jeszcze w nogi. Zawsze można „puścić ściemę”, że niby rowerek mamy w domu i „przypakowaliśmy” nieco łydki. Z brzuchem już gorzej… Swego czasu byłem z jednym ze swoich kolegów nad morzem. Kawalerskie czasy, więc żona nie będzie zła. Szliśmy plażą. Leżały takie dwie „foczki” (kumpel nie wiedział, że w taki sposób, młodzieńczym slangiem określa się piękne, młode kobiety, więc nie krył zdziwienia, że Bałtyk i foczki na brzeg potrafi wyrzucić). Mówi mi – wiesz podszedłbym do nich, coś zagadał, no ale ten brzuch… Rzeczywiście nie wyglądało to za dobrze. Chciałem w jakiś sposób go podbudować, więc mówię, weź trochę wciągnij i będzie OK. W odpowiedzi usłyszałem, że już drugą minutę „leci na wciągniętym”…

Nie wiem, czy wiecie, ale w ubiegłym tygodniu oprócz świąt wielkanocnych mieliśmy jeszcze jedno święto. Międzynarodowy Dzień Windy! Mówię poważnie – 23 marzec! Właśnie tego dnia 1857 roku po raz pierwszy uruchomiono w Nowym Jorku windę pasażerską. Przez 28 lat mieszkałem w Katowicach, winda była mi doskonale znana. Zanim jeszcze profesjonalnie zająłem się dziennikarstwem, pracowałem w biurze. Codziennie jeździłem windą. Miałem strasznie wymagającego szefa. Za każdą minutę spóźnienia potrącał procent z pensji. Najwięcej zawsze bulił mój kolega Łukasz. Nie było tygodnia, aby się nie spóźnił. Pewnego razu szef już nie wytrzymał. Wszedł do naszego biura i mówi do niego wprost – Słuchaj chłopcze. Zwrócę ci całą potrąconą kwotę za twoje spóźnienia, jeżeli podasz mi jeden, konkretny powód, dla którego nigdy nie zjawiasz się w pracy na czas. Kolega wstał i spokojnym głosem odpowiedział – Bo widzi szef… W tej naszej firmowej windzie napisane jest, że „w windzie może znajdować się tylko osiem osób”. Wie szef ile czasu muszę czekać, aż zjawi się tych siedmiu pozostałych ludzi i w końcu będziemy mogli wyjechać na górę? Wspomnienia bezcenne…

Wciąż nie mogę też pojąć zmiany czasu z zimowego na letni i z letniego na zimowy. Logiczne wytłumaczenie – brak. A w tym roku jeszcze w okresie świąt. W nocy z soboty na niedzielę. Jedni przyszli właśnie z rezurekcji, a drudzy się na nią wybierają. Kiedyś przeczytałem, że zmiana czasu ma negatywne skutki na nasze zdrowie. Podobno łączy się często z bezsennością, problemami z koncentracją, rozdrażnieniem i spadkami nastroju, a nawet z problemami dotyczącymi trawienia. Wychodzi na to, że Polacy zmieniają czas w każdą noc z niedzieli na poniedziałek, kiedy właśnie mają wstać pierwszy raz w tygodniu do pracy…

Muszę wspomnieć też coś o piłce nożnej. Ależ ci nasi piłkarze grają! Macie świadomość, że bilans ostatnich 18 meczów polskiej reprezentacji w piłce nożnej, to 11 zwycięstw, 6 remisów i zaledwie 1 porażka?! Jedna, jedyna przegrana i to z mistrzami świata na ich terenie! Ależ ten Nawałka ich poukładał. Ostatnio łyknęli 5:0 Finlandię. Złośliwi mówili, że Finlandię można „łyknąć”, ale tylko 0,5 i to na urodzinach szwagra. Nie znam się… Nie piję… Bo jestem na antybiotyku :)

A teraz hit. Każdemu z nas przytrafiło się w życiu coś zgubić. Klucze do mieszkania, dokumenty, pieniądze, żonę na zakupach… Pewien Białorusin poszedł o krok dalej. W ubiegłym tygodniu miał przewieźć słonia afrykańskiego z Węgier na Białoruś. Jakież było jego zdziwienie, kiedy okazało się, że na granicy węgiersko-ukraińskiej… zwierzę zniknęło! Czujecie to? Obecnie trwają poszukiwania „słonia – Copperfielda”. Ciekawi mnie gdzie się mógł schować? Przecież znalezienie takiego „maleństwa”, to jak szukanie igły w stogu siana. Może ktoś kolekcjonuje słoniki na szczęście i zabrał się za te troszeczkę większych rozmiarów? Na wszelki wypadek radziłbym właścicielom Termaliki z Niecieczy o zainstalowanie dodatkowego monitoringu wokół stadionu, gdzie znajduje się ich „marmurowy słonik”. Żeby później nie było, że nie ostrzegałem…