Człowiek z pasją – Teresa Bigos: „Od dziecka chciałam malować”
Kobieta charyzmatyczna, silna, pełna entuzjazmu, radości, emanująca ciepłem i życzliwością… Matka oraz babcia dla siedmiorga wnuków, artystka… Niedoszły analityk medyczny, były pracownik urzędu pocztowego, właścicielka gospodarstwa agroturystycznego. Jak sama przyznaje, zawsze starała się żyć wzniośle i radośnie, zwracając uwagę na rzeczy nawet najdrobniejsze. Pragnie pozostawić po sobie ślad, dzięki któremu żyć będzie w pamięci ludzi… a poprzez swoją pasję, jaką jest malarstwo, ma ku temu doskonałą sposobność… O jej pasji i o tym jaką jest kobietą rozmawialiśmy z Panią Teresą Bigos.
Kiedy w Pani życiu pojawiła się miłość do malarstwa?
Zaraz po zdaniu matury przyjęłam się do pracy w urzędzie pocztowym, aby zarobić na swoje utrzymanie i kontynuować naukę. Życie jednak napisało swój scenariusz, zakochałam się, założyłam rodzinę i dopiero w momencie kiedy moje trzy córki podrosły, stały się w miarę samodzielne postanowiłam zająć się moją pasją. Od dziecka chciałam malować. Już w szkole zajmowałam się wszystkim co związane było z pracami plastycznymi i kiedy nadarzyła się sposobność, korzystałam z Konfrontacji Artystycznych Wsi Polskiej i uczestniczyłam w plenerach malarskich. Dzięki tej możliwości mogłam zająć się tym co kocham i przebywać w towarzystwie innych artystów. Nie mam wykształcenia plastycznego i jako samouk podpatrywałam kolegów, by dzięki temu móc podszkolić swój warsztat plastyczny. Osobiście ciągle twierdzę, że mój najlepszy obraz jeszcze nie powstał. Mam wytyczony cel, o ile pozwoli mi na to zdrowie, żeby za mojego życia powstało jeszcze wiele prac. Podoba mi się i uskrzydla mnie samo tworzenie obrazu. Kiedy praca jest skończona, obraz zwiśnie na ścianie, to za jakiś czas mam ochotę żeby coś w nim poprawić.
Jaką techniką Pani tworzy, co najchętniej maluje i skąd czerpie inspiracje?
Zajmuję się malarstwem olejnym, głównie to technika olej na płótnie. A co przedstawiają moje obrazy? Początkowo były to prace fantastyczne, marzenia senne, erotyczne ujęcia różnych scen. Obrazy przedstawiały elfy, nimfy, postaci zupełnie nierealne. Wszystkie te prace powstawały dzięki mojej bogatej wyobraźni. Ostatnio natomiast tworzę głównie z obserwacji otaczającej mnie natury, miejsc i ludzi. Bardzo lubię malować pejzaże a także kwiaty, których mam dużo w swoim ogrodzie, dzięki czemu mogę je podglądać i tworzyć ich kompozycje na płótnie.
Czy trudno było pogodzić życie zawodowe i rodzinne, zwłaszcza opiekę nad dziećmi z malarstwem? Nie pojawiły się chwile zmęczenia i zwątpienia?
Nic by się nie udało gdyby nie ogromna pomoc mojego małżonka. Kiedy zaczęłam wyjeżdżać na plenery malarskie, za każdym razem rozstając się z nim i dziećmi czułam ogromny stres. Dzieci też nie były zadowolone z faktu mojej nieobecności, ale plenery niejednokrotnie dawały możliwość sprzedaży swoich prac i dzięki takim zastrzykom finansowym, mogłam choć w niewielkim stopniu wynagrodzić rodzinie swoją nieobecność. Mąż był dumny i zadowolony z moich osiągnięć chociaż nie krył także swojej ogromnej zazdrości, zdarzało się bowiem, ze w ciągu roku wyjeżdżałam nawet kilka razy. Za pobyt na plenerze niejednokrotnie musiałam oddać organizatorom, według regulaminu, jedną, dwie prace a czasami wszystkie, które powstały. Spełnienie wymogów regulaminu wiązało się często z dużą pracą a w momencie kiedy zapraszałam na plener mojego małżonka, aby nie płacić za jego pobyt, na który po prostu nie było nas stać, oddawałam dodatkowo kilka prac. Podobnie było kiedy przyjeżdżały moje dzieci. Jedna z córek, która miała już wtedy smykałkę do malowania chciała mi pomóc i odwiedzając mnie w Wiśle, stworzyła z koleżanką kolarz, dzięki któremu zdobyła duże uznanie wśród obecnych tam artystów.
Czyli prawdą jest, że talent i zdolności dziedziczymy w genach. Córki malują jak Pani?
Nie wszystkie, ale mają niezwykłe wyczucie artyzmu, np. w ubiorze czy wystroju mieszkania. Uwielbiają wykonywać wszelkie prace manualne, jak na przykład wyszywanie serwetek, wykonywanie stroików, szycie a także malowanie. Najstarsza córka, podobnie jak ja maluje oraz pisze ikony i to na poziomie, który pozwala mi uczyć się od niej. Córki są także pierwszymi odbiorcami moich prac. Nawet jak nie mogę się z nimi spotkać osobiście, komunikujemy się przez Internet i pokazuję im prace licząc na ich opinie. Nie zawsze oczywiście się zgadzam z ich zdaniem, ale zawsze pytam co myślą o danym obrazie.
Wiosną tego roku mieliśmy możliwość podziwiania Pani prac w Bibliotece Publicznej w Ciężkowicach, gdzie zorganizowany został wernisaż zatytułowany „Ciężkowickie klimaty”. Skąd pomysł na taką wystawę?
Udało się ją stworzyć dzięki przychylności i życzliwości Pani Katarzyny Zych i Teresy Gurgul, które zorganizowanie tej wystawy same zaproponowały. To już druga, która odbyła się w tym miejscu. Prace pochodziły ze zbioru moich obrazów a sam tytuł wystawy wskazuje, że były to te, które powstały dzięki inspiracji miejscem w którym żyję i tworzę.
Wiem, że wernisaże Pani prac odbywały się nie tylko w Ciężkowicach…
Tak, to prawda. Miałam kilka wystaw indywidualnych o raz zbiorowych. Taką, z której jestem najbardziej dumna to wystawa w Galerii Władysława Hasiora w Zakopanem. Zmobilizował mnie do jej przygotowania kolega Ryszard Rabeszko z Rodowa i to dzięki jego wsparciu moje prace wystawiane były w tej Galerii przez miesiąc. Inne wystawy miały miejsce na przykład w Warszawie, Woli Tuchackiej w Krakowie, w Szypliszkach koło Augustowa, w Wiśle oraz kilkukrotnie w Dąbrowie Tarnowskiej, a także w Bułgarii. Nie pamiętam dokładnie wszystkich miejsc, ale osobiście wolę prezentować swoje prace tutaj na miejscu, gdzie nie ma problemów związanych z transportem obrazów i przede wszystkim ryzykiem ich zniszczenia. Wiele spośród moich prac znajduje się również w prywatnych zbiorach w kraju i za granicą oraz muzeach.
Malarstwo to bardzo czasochłonne zajęcie- przyjemne i dające satysfakcję, jednak wymagające dużego nakładu pracy i czasu. Jak znalazła Pani jeszcze siłę na otwarcie gospodarstwa agroturystycznego?
Kiedy wybudowałam nowy dom, w Urzędzie Gminy zaczęto organizować spotkania informacyjne dotyczące zakładania właśnie gospodarstw agroturystycznych i samego wynajmowania pokoi dla turystów. Stwierdziłam, że może być to ciekawe zajęcie a także dodatkowy zarobek. Prowadzenie takiej działalności faktycznie wiąże się z dużym nakładem pracy, ale jeśli ktoś się jej nie boi, jest komunikatywny i otwarty na pewno sobie poradzi. To zajęcie podoba mi się przede wszystkim ze względu na to, że można poznać wielu ciekawych ludzi, ich historie życiowe. Moimi najznamienitszymi gośćmi byli między innymi politycy wysokiego szczebla państwowego, czy też dwukrotnie już Jarosław Kret.
Obcowała Pani niejednokrotnie z wielkimi artystami, znanymi postaciami o których właśnie Pani wspomniała, poznała Pani wiele wspaniałych miejsc i zaznała „światowego życia”. Nie myślała Pani nigdy o wyjeździe z Ciężkowic?
Nie, nigdy o tym nie myślałam. Kocham tą miejscowość. Tu jest tak pięknie, że za każdym razem wracając z moich wojaży, podziwiając wiele wspaniałych miast, stwierdzałam zawsze, że jednak tu jest najpiękniej i tu jest moje miejsce. Nie zaznałam tu krzywdy od nikogo, robię to co kocham- udoskonalam warsztat malarski, prowadzę agroturystykę i przede wszystkim nie mam czasu na nudę. Dzień dla mnie jest za krótki i ciągle brakuje mi go żeby realizować wszystkie swoje plany, ale mam nadzieję, że będzie mi go dane na tyle dużo abym mogła stworzyć jeszcze wiele obrazów…
Z Panią Teresą Bigos rozmawiała Beata Stanuch
WIZYTA W DOMU ARTYSTKI
TEGOROCZNY WERNISAŻ W CIĘŻKOWICACH
WYSTAWA PRAC TERESY BIGOS W CIĘŻKOWICKIM RATUSZU