Advertisement

Z przymrużeniem oka: Kartą kredytową za owsiankę dla feministek

W poprzednim tygodniu zadebiutowałem na łamach Pogórze24.pl. Dziś czas na drugą część. Od razu zaznaczam, że sporo czasu rozmyślałem w tym tygodniu nad używanym słownictwem w swoich felietonach. Niejako skłonił mnie do tego jeden z komentarzy, który pod poprzednim tekstem wskazywał, że – „wtrącenia typu „…” są nieeleganckie jak na redaktora z takim stażem zawodowym”.  Oczywiście felieton jest formą, w której na wiele można sobie pozwolić, więc ja pozwalam sobie na wtrącenia typu „…”, które po pierwsze (oczywiście według mnie) uatrakcyjniają tekst, a po drugie powodują, że czytelnik uważa mnie za podobnego gościa, jakim jest on sam – normalnego chłopaka, bez wody sodowej uderzającej do głowy, który oprócz zalet, ma też wiele wad. Jednak wychodząc naprzeciw oczekiwaniom Komentatorki, która kończąc filologię polską musi znać się na rzeczy, umieszczam fragment fraszki Jana Kochanowskiego. Poprawna polszczyzna przede wszystkim! „Zacność, uroda, moc, pieniądze, sława, wszytko to minie jako polna trawa. Naśmiawszy się nam i naszym porządkom, wemkną nas w mieszek, jako czynią łątkom”.

A jaką akcję tygodnia przyniosło nam ostatnie siedem dni? Oczywiście Filip Chajzer i jego akt wandalizmu. Poszkodowany? Samochód TV Republika. Przedmiot zbrodni? Owsianka… Dziennikarz „Dzień dobry TVN” rzucił jedzeniem na ulicy. Pech chciał, że część owsianki spadła na samochód konkurencyjnej stacji. Amerykanie mieli „Aferę Watergate”, Włosi „Aferę Bunga Bunga”, nawet w Izraelu posiadali „Aferę Lawona”. A my? Mamy „Aferę owsiankową”. Przerywano programy na żywo, aby nadać relację live z miejsca zbrodni. Rozpisywały się o tym największe polskie tytuły prasowe, z gazetą „Fakt” na czele. Aha, przy okazji… Swego czasu mówiłem o tej gazecie jednemu z zaprzyjaźnionych Anglików, po czym zapytał mnie dlaczego nosi tak wulgarną nazwę. Muszę ewidentnie popracować nad akcentem… Co do Chajzera i owsianki, zastanawiałem się nawet, czy telewizje śniadaniowe nie pójdą za ciosem i nie zorganizują specjalnych programów na temat przyrządzenia tego wykwintnego dania. Do studia, jako eksperta można byłoby zaprosić Jurka Owsia(n)ka. Na całe szczęście jeszcze tego nie zrobili. Chyba, że czegoś nie wiem?

Aj, przepraszam… Mieliśmy jeszcze jedną „fantastyczną” akcję. Podczas niedzielnej mszy świętej, kiedy duchowni odczytywali komunikat Konferencji Episkopatu Polski, w którym napisano, że Kościół apeluje o całkowity zakaz przerywania ciąży, feministki – z Anną Zawadzką na czele, zorganizowały w kilku polskich kościołach protest i publicznie opuszczały świątynie. Akcja musiała być naprawdę dobrze zorganizowana skoro na miejscu (przypadkowo?!) znalazły się kamery „Faktów” i „Gazety Wyborczej”. Później panią Anię do swojego programu zaprosił Andrzej Morozowski, który po raz pierwszy w historii swojej przygody z dziennikarstwem, nie był w stanie zadać zaproszonej przez siebie osobie pytania! Przez 8 minut feministka, której znakiem rozpoznawczym jest wymalowane czerwone serce z prawej strony głowy (początkowo myślałem, że to jakaś kryptoreklama „Doppelherz”, ale pomimo usilnych starań nie znalazłem drugiego, czarnego :((( ) wygłosiła monolog, którego nie powstydziłby się żaden mówca motywacyjny na świecie! Problem w tym, że kiedy oni jeżdżą na zagraniczne tournée, to ich przemówienia są tłumaczone. W TVN24 zapomnieli o tłumaczu i „wystąpienia” pani Anny nikt nie zrozumiał. Nawet siedzący obok niej ks. Kazimierz Sowa, którego nazwisko jest symbolem wiedzy, więc siłą rzeczy musi być oczytany!

W sporcie też pewien sukces. Piłkarska reprezentacja Polski awansowała na 27 miejsce w rankingu FIFA. Jeszcze niedawno zajmowaliśmy miejsce w okolicach 70, a były selekcjoner reprezentacji Polski, Franciszek Smuda mówił wprost, że „w klasyfikacji wyprzedzają nas ludzie z buszu” mając na myśli Papuę Nową Gwineę, Senegal, czy Niger. Oby ten stały progres przełożyć na czerwcowe mistrzostwa Europy we Francji. Pamiętam, jak przed Euro 2012 rozmawiałem z wybitnym przed laty bramkarzem reprezentacji Polski, Janem Tomaszewskim. Pan Jan (nazywany w niektórych środowiskach „spoconym Jankiem”, a to ze względu na ilość potu na jego czole podczas telewizyjnych wywiadów) mówił mi wówczas, że „jeżeli Polacy nie awansują z tej najłatwiejszej w historii mistrzostw Europy grypy, to nie pozostaje nic innego, jak do wora i do Wisły…). Z tamtej reprezentacji pozostało już niewielu zawodników (oczywiście w Wiśle nikt nie wylądował, ewentualnie tej piłkarskiej z Krakowa). Mam nadzieję, że we Francji zagramy zdecydowanie lepiej i nikt z nas nie będzie po meczach z naszym udziałem na tyle zawiedziony, aby powiedzieć – „i po ptokach”, jak pewien lotnik opylając pola…

Tydzień temu pisałem o „Międzynarodowym Dniu Windy”. W poprzednim tygodniu mieliśmy natomiast „Dzień bez płacenia gotówką” (5 marzec). Jestem ciekaw ilu z Was obchodziło we wtorek to święto? Na pewno nikt! A dlaczego? Opcje są dwie. Pierwsza (bardziej prawdopodobna) – nikt o tym nie wiedział. Druga – na Pogórzu to nie przejdzie! Powód? Wyobrażacie sobie w naszym rejonie dzień, kiedy można użyć tylko karty debetowej lub kredytowej? Posiada ją co trzecia osoba. Dodatkowo, tylko co druga potrafi ją obsługiwać. Na dodatek terminal płatniczy znajduje się tylko w większych sklepach i na stacjach benzynowych. Przecież to byłaby Apokalipsa! Dlatego wychodzę z założenia, że lepiej nie posiadać karty płatniczej, niż nie wiedzieć później, jak z niej korzystać… Poprzednim razem zwierzyłem się Wam, że pracowałem w biurze. Pracowałem również w banku. I to ponad 5 lat! Z kartami płatniczymi też miałem niesamowite historie. Najlepsza jaką pamiętam? Piątek, godzina 17:59. Przed oddziałem pojawia się starsza kobieta. Ja w tym czasie siedzę „na kasie” wewnątrz budynku. Za minutę zamykamy. Widzę, że z bankomatu wypłaciła 1000 zł, po czym wchodzi do oddziału i mówi do mnie – Chciałabym wpłacić pieniądze na swoje konto. Zbaraniałem! Pytam się – Dlaczego? Przecież przed chwilą wypłaciła pani te pieniądze z bankomatu. Jej odpowiedź mnie zmasakrowała. – No tak, ale wie pan… To są moje pieniądze. Zbliża się weekend i w banku będą bezpieczniejsze, niż na zewnątrz w bankomacie…

Na samo zakończenie zachęcam Was wszystkich do wspólnej rozmowy w komentarzach poniżej tekstu. Oczywiście dotyczy, to nie tylko tego, ale i innych artykułów na stronie. Jan Pospieszalski zawsze zwracał uwagę na to, że „Warto rozmawiać”. Oczywiście również z przymrużeniem okiem, bo ludzi spiętych, jak plandeka na tirze, mamy w obecnych czasach zdecydowanie za dużo. Trochę luzu… :)